przebij się gary vaynerchuk książki które uczą

Przebij Się! – Gary Vaynerchuk – najważniejsze lekcje

Każdy z nas może osiągnąć to, co wielcy przedsiębiorcy – biznes i mocną markę. Nie każdy jednak nie każdy daje sobie na to pozwolenie.

A wystarczy, że zechcesz się PRZEBIĆ.

Teraz pogadamy o tym, jak to zrobić.

Zróbmy to na podstawie książki “Przebij Się”, którą napisał Gary Vaynerchuk.

Pozycji mocno inspirującej, w której znajdziesz wiele historii przedsiębiorców, którzy postanowili wybrać, albo zostali zmuszeni iść tą wymagającą zaangażowania, pracy i poświęcenia drogą.

Choć nie znajdziesz w niej praktycznych kroków i porad w stylu “Jak zdobyć 1000 klientów w miesiąc”, to z pewnością pokaże Ci ona trochę inny świat. Mniej szablonowy, nieprzewidywalny i nieskończenie fascynujący, gdzie każdy krok ma znaczenie, i każdy z nich jest warty postawienia.

No, może nie zawsze.

Ale zacznijmy od początku.

Kim jest Gary Vanerchuk?

Jest amerykańskim przedsiębiorcą, autorem czterech bestsellerów wg New York Times, mówcą i osobowością internetową o międzynarodowej sławie. Najpierw znany jako krytyk wina, który rozkręcił rodzinny biznes handlu winem od 3 mln USD do 60 mln USD, Vaynerchuk jest obecnie znany przede wszystkim jako pionier marketingu cyfrowego i mediów społecznościowych, stojący na czele nowojorskich firm VaynerMedia i VaynerX (źr. Wikipedia).

Cztery lekcje z “Przebij Się!”

W tej książce zawarł kilkadziesiąt przykładów, pokazujących w jaki sposób marki i przedsiębiorcy PRZEBIJALI SIĘ używając najpopularniejszy w tej chwili mediów społecznościowych.

I choć jest to największa część tej książki, to moim zdaniem przekazuje też w niej ponadczasowe wartości na temat swojego i innych podejścia do biznesu, powtarzając wiele kwestii ujętych w jego pierwszej książce “Wybij się”.

Postanowiłem więc, że to właśnie nimi się z Tobą podzielę, bazując na cytatach z tej książki.

Przypisałem je do 5 głównych przesłań.

Zacznijmy od najważniejszego.

1. Dawaj więcej, niż bierzesz

Jeśli nie masz zainstalowanej aplikacji, która na bieżąco blokuje połączenia od telemarketerów, to przynajmniej raz na 2 tygodnie dostajesz telefon od osoby, która chce Ci coś sprzedać. Czy to będzie ubezpieczenie, nowa oferta telefonii komórkowej albo dodatkowy pakiet internetu “[…] tylko dziś w tak niskiej cenie! Za jedyne 9 zł miesięcznie!”.

Zastanawiasz się dlaczego oni wciąż to robią?

Bo na niektórych to działa. Ot i cała filozofia. Pracowałem kiedyś jako telemarketer i bardzo dobrze pamiętam, że jeśli w ciągu całego dnia przynajmniej 10 osób zgodziło się wysłuchać oferty, to już był niezły sukces.

Jeśli jednak jesteś jak większość społeczeństwa, to takie telefony po prostu Cię wkurzają.

A jak to jest u osób, które w mediach społecznościowych obserwują setki tysięcy fanów?

Dokładnie w tej chwili dostaje około 500 wiadomości od ludzi, którzy czegoś ode mnie chcą. Wiesz co im powiem? Powodzenia. I tyle. Pod warunkiem, że będą w dobrym humorze.

To słowa Gary’ego. I wiesz co?

Wcale mu się nie dziwię. To musi być po prostu okropnie męczące.

Dlatego wyobraź sobie, jak dużą przewagę mają osoby, które wychodzą z całkiem innym podejściem. Które chcę dawać, zamiast brać.

Znasz powiedzenie, że dobro powraca? W dzisiejszych czasach jest bardziej niż prawdziwe. To podstawa działania na każdej płaszczyźnie, zarówno biznesowej, jak i osobistej. Jeśli jesteś w stanie dać więcej, niż możesz oczekiwać, to cała ta wartość wróci do Ciebie ze zdwojoną siłą.

Ta strategia wymaga jednak znacznej cierpliwości.

To działa także w drugą stronę.

Jeśli jesteś twórcą i nie dbasz o swoich odbiorców, to oni bardzo szybko zauważą, że choć mówisz im jak bardzo Ci na nich zależy i jak bardzo chcesz im pomóc, to faktycznie robisz głównie rzeczy korzystne z Twojego punktu widzenia.

Często takie zarzuty spotykają twórców, którzy decydują się na polecanie produktów i usług, które nie są wcale tego warte.

Choć sam potrafię ich zrozumieć. Zakupy same się nie zrobią, dziecko nie zarobi sobie na ubranie, a kot nie będzie w stanie przeżyć zlizując kurz z podłogi. Nie wszyscy jednak mają w sobie wystarczającą wyrozumiałość i – jak podkreśla Gary – taka strategia działa krótkoterminowo.

Przy podejmowaniu każdej decyzji biorę pod uwagę równowagę, jaką chce zachować pomiędzy egoizmem i altruizmem, gdzie samolubna część mnie często wyrywa się na krótkotrwałe prowadzenie.

Wybory, choć są proste, to bardzo rzadko są łatwe w podejmowaniu.

Często nie ma dobrej drogi i staramy się wybrać mniejsze zło. A to jest okrutnie ciężkie, kiedy wiesz, że niezależnie od podjętej przez Ciebie decyzji, któraś ze stron na tym ucierpi. Takie problemy towarzyszą zapewne każdemu z większych twórców.

Czy jest na to jakaś rada?

W jaki sposób pozostać na obranym kursie i nie pozostawić za sobą spalonych mostów?

Wystarczy się troszczyć.

Źródło sukcesu kryje się w tym, jak bardzo się troszczą. Nie powstała dotąd lepsza strategia marketingowa.

I choć nie znaczy to, że wszyscy będą nas lubić i szanować. Dość możliwe, że jest to niemożliwe. Nawet Matka Teresa miała swoich przeciwników, którzy wyciągali na światło dzienne wszystkie jej błędy i szukali brudu na każdym umytym talerzu.

W Twoim zasięgu jest natomiast jasne komunikowanie swoich intencji i przekazywanie tego, co jest podstawą Twoich decyzji.

Kurcze, no nie każdemu się to spodoba. Pokaż jednak, że rozważyłeś wszystkie za i przeciw, robisz to świadomie i z góry przeproś tych, których może to urazić.

To nie jest złoty środek. Wiem. Ale lepsze to niż milczenie.

2. Dokumentuj

Dokumentuj, nie twórz. Nawet proces uczenia się może być elementem treści

To jest specjalność Gary’ego, którą podłapało wielu twórców na świecie i w Polsce, takich jak Mirek Burnejko, czy Krzysztof Gonciarz, którzy świadomie dokumentują swoje życie w formie codziennego vloga i pokazują od środka swoje życie, które choć nie idealne, staje się inspiracją dla ich odbiorców.

I nie są one przepełnione idealnymi rozwiązaniami. Nie wszystko, czego się dotkną zamienia się w złoto. Ważne jest jednak to, że nie boją się tego pokazać i mówić o swoich błędach. Doświadczają i uczą się na nich, a wraz z nimi robią to ich odbiorcy, i to jest w tym piękne.

Oczywiście dokumentowanie to nie tylko błędy, porażki i wzniosłe momenty, ale także zwykłe chwile. Czy wyjście ze znajomymi na lody jest interesujące? No pewnie nie dla każdego. Czy mamy jednak wstydzić się to pokazać, jeśli chcemy? Nikt tak nie powiedział.

Niektórzy pewnie uznają, że takie banalne i spontaniczne treści są głupie i bezwartościowe, ale równie dobrze można powiedzieć, że chwilę z naszego zużycia są głupie i bezwartościowe.

Ostatecznie i tak to odbiorca decyduje, czy chce to oglądać, czy nie. Żyjemy w o tyle pięknych czasach, że jeśli jakaś treść przestaje nas interesować, to możemy ją bez wahania pominąć.

3. Nie bój się być amatorem

Dużo mówi się teraz o budowaniu marki osobistej i kreowaniu wizerunku eksperta.

Czy każdy jednak ma do tego prawo?

Nie nazywaj się ekspertem, dopóki na to nie zapracujesz, zresztą i tak to rynek zdecyduje o tym, że będziesz mógł używać tego określenia.

Jasne!

W końcu to, co powiemy w sieci, czy na żywo zależy tylko od nas. Warto jednak zaznaczyć, że ekspertem w danej możemy się określać tylko w odniesieniu do innych osób. Jeśli wiemy wystarczająco, by zaimponować im wiedzą czy umiejętnościami, to nikt nawet nie zastanowi się nad nazwaniem nas ekspertem. W końcu w jego odczuciu tak właśnie jest.

Twoja marka może natomiast znacznie ucierpieć i popaść w wieczną niełaskę, jeśli nazwiesz się ekspertem, ale większość będzie wiedziała, że to ściema. Manipulowanie opinią publiczną jest zwykłym kłamstwem i ma zazwyczaj krótkie nogi.

Czy jednak musisz nazywać się ekspertem, by wypowiadać się w jakimś temacie?

Nie ma nic dobrego w byciu manipulatorem, ale nie ma nic złego w byciu amatorem. Mam nadzieję, że rozumiesz różnicę.

Właśnie nie. I to jest chyba największe piękno internetu.

Tak jak pisałem wcześniej, nie ma nic złego w tym, że na czymś się nie znasz, Możesz za to podzielić się z innymi procesem nauki, zdobywaniem doświadczenia czy sposobami na szukanie nowych rozwiązań i idei. Tego rodzaju autentyczność bardzo przyciąga i daje innym poczucie, że jeśli ktoś taki jak Ty, normalna osoba z krwi i kości może iść taką drogą, to oni też. I za to będę Ci po stokroć bardziej wdzięczni.

4. Bądź dostępny

Największą siłą ludzi tworzących w internecie i które są lubiane jest to, że nie pochodzą z kosmosu.

Są tacy sami jak my. Mają swoje problemy i obawy. Mają sukcesy i porażki. A co najważniejsze – często otwarcie to pokazują. To właśnie sprawia, że obecnie coraz bardziej mamy ochotę śledzić losy i twórczość tych osób, a nie aktorów i aktorek Hollywood.

Współpracuj. Dawniej w gwiazdach urzekała nas najbardziej ich niedostępność. Otulała je aura tajemniczości i przydawała im klasy. Kiedy zbliżyliśmy się do nich tyle, by powiedzmy, dostać autograf, było to już coś. Dzisiaj o wielkości świadczy to, jak bardzo są dostępni, a za bycie zbyt hollywoodzkim mogą słono zapłacić. Skorzystaj z tego.

No dobra. Ryan Reynolds znacznie odbiega od tego schematu 😉

5. Rób swoje

Przebijanie się polega na życiu na własnych warunkach i czerpanie satysfakcji ze swoich zarobków i bytu.

Pamiętaj, że mądrze przedsiębiorcy nie przejmują się tym, co myślą inni.

Z oddaniem ignoruj każdy głos, który możecie przybić. Jeśli chodzi o Twoją mamę, znajdź sposób, by z szacunkiem oświadczyć, że doceniasz jej jej troskę, ale musisz się zdecydować: albo będzie cię wspierać, albo ma się odpieprzyć.

Te cytaty nie wymagają komentarza.

Chcę jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz.

Ignorowanie tego, co mówią inni ma na celu wyeliminowanie nieprzychylnych opinii i ocen, które nie pozwalają nam się rozwijać.

Szczególnie takich, jak mówienie dziecku w podstawówce, że nigdy nie pójdzie na studia, bo nie przykłada się do odrabiania prac domowych. Lub powtarzanie tańczącej skrzypaczce, że nigdy nie osiągnie niczego wielkiego, bo to, co chce zrobić jest niemożliwe.

Zachęcam jednak do czegoś innego.

Idąc jak przecinak swoją wymarzoną drogą do sławy zwróć uwagę, czy nie krzywdzisz ludzi na swojej drodze. Czy będąc gwiazdą rocka po 60-tce nie będziesz siedzieć samotnie, w pustym mieszkaniu ze szklanką Whisky wspominając studenckie imprezy w akademiku po udanej sesji, którą zaliczyliście dzięki wspólnej nauce i dzieleniu się notatkami.

Podsumowanie

Choć zakończyłem mocnym akcentem, to nie chcę tego tak zostawić.

Czuję się niezręcznie pisząc tak mocne słowa, które w mojej głowie są dodatkowo wzmocnione wiedzą, że je czytasz i na tej podstawie możesz mnie ocenić.

Wiem jednak, że opisałem to tak, jak to czuję. I nie chcę się tego wstydzić.

Wiem też, że te wpis nie jest idealny. Ale Gary mówi jasno:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Książki Które Uczą (@ksiazki_ktore_ucza)

Ostatecznie wszystko sprowadza się do jednej zasady – nie pozwól, by perfekcja stała się twoim wrogiem.

Mam świadomość, że wszystko, co robię mogło być lepsze. Gdybym jednak pozwalał, by to mnie zatrzymywało, to nigdy nie czytałbyś tych słów. A dziękuję Ci, że to robisz. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ważne to dla mnie jest.

Dlatego ostatnim cytatem chcę Cię zachęcić do działania.

Weź to co masz i zacznij działać. Nawet, jeśli – tak jak ja – przytaczasz jedynie słowa mądrzejszych od siebie i dodajesz temu otoczkę.

Połącz ze sobą osiem kluczowych składników: cel, autentyzm, pasja, cierpliwość, szybkość, pracę, uwagę i treści, a otrzymasz najpełniejszy przepis na przebijanie się, jaki mogę ci zaproponować.

Czy ta książka jest dla Ciebie?

Jeśli tak uważasz, to możesz ją >>> kupić klikając w ten link <<<

Co o tym sądzisz?

Czy tego typu wpisy są dla Ciebie wartościowe? Jakie książki Twoim zdaniem zasługują na to, żeby wspomnieć o nich większej publiczności?

Daj znać w komentarzu! Będę za to bardzo wdzięczny 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *